Superman to nie moja bajka. Z postaci superhero zawsze wybierałem Batmana i Spider-Mana, a Człowiek ze Stali wydawał mi się za silny i za grzeczny, żeby się nim emocjonować. Dlatego po trzeciej serii z Absolute Universe, osobnego świata DC, w którym znane postacie zaczynają od nowa, nie spodziewałem się wiele. Tymczasem mitologia napisana na nowo przez Jasona Aarona wciągnęła mnie od pierwszego zeszytu (w skład tomu Prochy Kryptona wchodzi pierwsze sześć zeszytów) i trzymała do samego końca. A po zakończeniu zapragnąłem więcej. Okazało się, że czekałem na takiego Supermana, tylko o tym nie wiedziałem.

Piętno na piersi
W świecie Absolute Superman nie jest Clarkiem Kentem. Kal-El urodził się i dorastał na Kryptonie pod okiem biologicznych rodziców, Jor-Ela i Lary. Nie była to jednak sielanka. Krypton był kastowym społeczeństwem, a rodzina Elów, mimo wykształcenia, należała do kasty robotników. Znane wszystkim S to na Kryptonie właśnie znak tej kasty, więc Superman nosi na piersi coś w rodzaju piętna. Używam czasu przeszłego, bo - uwaga, spoiler sprzed 88 lat - Krypton wybuchł, a doprowadziła do tego eksploatacja planety. Kal-El dociera na Ziemię, gdzie zauważa podobne schematy jak na rodzinnym Kryptonie. Tajemnicza korporacja Lazarus eksploatuje zasoby Ziemi i wykorzystuje społeczności w różnych zakątkach świata. Jej siły zbrojne - Peacemakerzy - brutalnie rozprawiają się z każdą próbą niesubordynacji. Jeśli kojarzysz Peacemakera z serialu z Johnem Ceną, to ta nazwa nie jest przypadkowa, tylko że tutaj nikt nie tańczy w czołówce.
Najbardziej spodobało mi się to, że Kal-El jest tu po prostu uchodźcą. Trafia na Ziemię bez znajomości języka, a dla Lazarusa jest nielegalnym imigrantem. Wychował się w najniższej kaście, więc dobrze wie, jak wygląda życie robotnika. Jeśli lubisz, gdy komiks o superbohaterach ma coś do powiedzenia o świecie, w którym żyjesz, to ten ci się spodoba. Młody Superman również ma kilka asów w pelerynie.
Gadatliwa peleryna
Sol to odpowiedź na pytanie, co by powstało, gdybyśmy połączyli Rękoida z Energon Universe (gadającą rękawicę z Void Rivals) z peleryną Doktora Strange'a ze świata Marvela. Stworzony przez matkę Kal-Ela strój - kombinezon bezpieczeństwa zrobiony z "magicznych" cząsteczek - jest nie tylko wsparciem podczas walk, ale również doradcą. Na Ziemi przybiera formę czerwonej peleryny, ale może zmieniać swój kształt i funkcję. Sam Jason Aaron mówił przed premierą, że Kal-El dosłownie nosi na sobie pył Kryptona, więc polski tytuł tomu możesz potraktować całkiem dosłownie. Ten gadatliwy element garderoby bardzo dobrze łączy się z samotniczą i bardziej tajemniczą postacią Supermana.
Jak w Absolute Wonder Woman i Batmanie, postać głównego bohatera stała się zdecydowanie mroczniejsza. Niebieski kostium ustąpił czerni, a nienaganną fryzurę z loczkiem zastąpiła burza półdługich włosów. To pewnie tylko ja, ale mnie przypomniał się Michael Jackson.

Lois zmieniła pracę
Absolute Universe nie tylko zmienia głównego bohatera. W komiksie pojawiają się znane postacie w nowych rolach. Lois Lane jest agentką Lazarusa, a Jimmy Olsen pojawia się jako członek ruchu oporu zwanego Omega Men. Relacje z Lois nigdy nie były proste, ale tutaj znajomość zaczyna się od kajdanek. Czy tak jak w głównej serii zostaną w końcu partnerką i najlepszym przyjacielem Kal-Ela? Nie mam pojęcia, bo po sześciu zeszytach Lois i Jimmy to nadal bardziej ciekawe pomysły niż pełnoprawne postacie. I to jest mój główny zarzut wobec tego świetnego komiksu. Do tego historia urywa się w ważnym momencie. Z jednej strony super, bo już mam chęć przeczytać ciąg dalszy, z drugiej będę musiał uzbroić się w cierpliwość, bo następny tom będzie w przyszłym roku.

Tym razem się nie zgubiłem
Jason Aaron (Skalp, Thor Gromowładny, Potężna Thor, Avengers) buduje scenariusz podobnie jak Scott Snyder w Absolute Batman i Kelly Thompson w Absolute Wonder Woman. Mamy tu wydarzenia aktualne przeplatane retrospekcjami z Kryptona. W porównaniu z Batmanem śledziło mi się to łatwiej. Być może przedstawiona intryga nie jest tak tajemnicza, a scenarzysta nie wprowadza tak dużo postaci z mitologii Supermana. Dla mnie to akurat plus. Bałem się, że mroczny Superman okaże się kolejnym Batmanem, tylko z laserami w oczach. Na szczęście Kal-El wciąż jest przede wszystkim od ratowania ludzi. Staje po stronie górników i robotników, a mrok siedzi głównie w świecie, który zastał. Brutalnych elementów jest niewiele, zwłaszcza przy toporze z Absolute Batmana, więc jeśli tam wahałeś się, czy dać komiks nastolatkowi, tutaj masz mniej powodów. Człowiek ze Stali nie stał się maszyną do zabijania, ale to nie znaczy, że został pacyfistą.
Mały smaczek, jeśli boisz się, że to już nie ten sam Superman. W Action Comics #3 z 1938 roku rozprawia się on z właścicielem kopalni, który nie dba o bezpieczeństwo górników, i zamyka go pod ziemią razem z bogatymi gośćmi, żeby sami przekonali się, jak tam jest. Kiedy więc Kal-El już na początku tomu staje po stronie górników w Brazylii, Jason Aaron wraca do samych początków postaci. Tyle że w czarnym kostiumie.

Czerń i czerwień
Na osobną sekcję zasługuje oprawa wizualna. Rysuje Rafa Sandoval (Flash, Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni, Action Comics), koloruje Ulises Arreola (Batgirl, Green Arrow, Justice League Dark), a gościnnie pomaga Carmine Di Giandomenico (Flash, Batman: Rycerz). Superman, tak jak i Batman, został odmłodzony. W Absolute Batman Nick Dragotta rysuje góry mięśni z mangowymi twarzami, w Absolute Wonder Woman Hayden Sherman stawia na ostrą, uproszczoną kreskę, a Sandoval jest z tej trójki najbardziej klasyczny. Najlepiej czuje się w akcji: kadry w walkach przechylają się po skosie, odłamki latają przez całą stronę, a wielki napis z odgłosem wybuchu sam staje się kadrem, z walką w środku liter. Ulises Arreola maluje Ziemię czernią i ogniem, a Krypton to różowe pola pod czerwonym słońcem. Dzięki temu zawsze wiesz, w którym czasie jesteś, co po gubieniu się w Absolute Batman było dla mnie dużą ulgą.
Polskie wydanie jest takie jak w poprzednich Absolute, czyli w twardej oprawie, i tak jak tam na końcu znajdziesz galerię okładek. Do tego ten tom kosztuje o dychę mniej niż Batman i Wonder Woman. Do tłumaczenia Marka Starosty nie mam uwag.

Trójca
Ta recenzja zamyka trylogię najważniejszych postaci DC w wersji Absolute wydaną w Polsce, więc pozwolę sobie na kilka porównań i opinii. Absolute Batman był dla mnie czymś nowym, świeżym. Mroczny Rycerz jest jedną z moich ulubionych postaci superhero, więc bardzo się ucieszyłem i świetnie bawiłem przy jego historii napisanej na nowo. Kiedy już wiedziałem, z czym to się je, przyszła pora na Wonder Woman, wobec której nie miałem żadnych oczekiwań. Historia okazała się ciekawa, ale wciąż nie jestem pewien, czy wybrany kierunek mi się podoba. Natomiast Superman, czyli ta "nie moja bajka", zaskoczył mnie najbardziej - mroczna, wciągająca historia z tajemniczym villainem i Kal-Elem wychowanym na Kryptonie. Do tego z całej trójki rysunki w tym ostatnim najbardziej przypadły mi do gustu. Długo myślałem, że Supermanowi brakuje przeciwnika, który mógłby mu zagrozić. Okazało się, że wystarczyło zabrać mu dom. Polecam ci ten tom, nawet jeśli o Supermanie wiesz tylko tyle, że nosi pelerynę. Ta akurat chętnie sama wszystko ci opowie. Za miesiąc Egmont rozpocznie wydawanie drugich tomów, na początek Batmana. Bardzo mnie ciekawi, czy utrzymają poziom.
Tytuł: Absolute Superman. Prochy Kryptona. Tom 1
Tytuł oryginału: Absolute Superman Vol. 1: Last Dust of Krypton
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Rafa Sandoval
Rysunki gościnne: Carmine Di Giandomenico
Kolory: Ulises Arreola
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Story House Egmont
Seria: DC All In - Absolute
Zawartość: zeszyty Absolute Superman #1-6
Data wydania: 14 października 2026
Numer wydania: 1
Oprawa: twarda
Format: 170 × 260 mm
Liczba stron: 180
Cena okładkowa: 79,99 zł
ISBN: 978-83-281-7368-2
Pierwsze wydanie: DC Comics, 2024-2025

