W 2002 roku reżyser Danny Boyle dał światu bardzo świeży w formie horror 28 dni później. Kręcony w Wielkiej Brytanii, przy użyciu domowych kamer DV, z brudnym, reportażowym obrazem, trochę na partyzanta (ujęcia w Londynie kręcono o świcie, zamykając ulice tylko na kilka minut naraz). W 2007 roku powstała kontynuacja 28 tygodni później, tym razem bez Boyle'a w fotelu reżysera. Na kolejną część przyszło nam czekać dłużej, bo 18 lat, ale tym razem na osłodę szykują się trzy filmy. Ten pierwszy, 28 lat później, jest przedmiotem tej recenzji - i szczerze mówiąc, po nim czekam na resztę. Oprócz Danny'ego Boyle'a u steru zasiadł również scenarzysta oryginału, Alex Garland. Zwykle zaczynam recenzję od krótkiego streszczenia fabuły, ale tutaj chciałbym zabawić się trochę kolejnością, zaczynając od tego, co najbardziej mi się w tym filmie spodobało.

Światło
28 lat później to doświadczenie sensoryczne. Film był kręcony w brytyjskich plenerach. Wysokie lasy, wielkie łąki, rzeki i polany. Co chwilę dostajemy dalekie ujęcia natury w odcieniach zieleni, jakich nie zobaczysz nigdzie indziej. Często przypominały mi się Top Gear i Farma Clarksona - ze względu na miejsce kręcenia te programy również obfitują w piękne krajobrazy. Nawet pozwoliłem sobie dodać więcej kadrów niż zwykle, bo to, co zobaczyłem w 28 lat później, mnie zachwyciło.

I jeszcze jedno, niespotykane w horrorach: jest tutaj jasno. Są oczywiście też ujęcia w nocy, ale większość akcji rozgrywa się w jasnym świetle dnia. Ciemność w horrorach wykorzystywana jest nie tylko po to, by potęgować strach - to też dobry sposób na ukrycie niedociągnięć w efektach specjalnych. W filmie pojawia się kilka rodzajów zombie - ludzi zarażonych wirusem Rage - i niezależnie od tego, czy są to powolne, pełzające spaślaki, zwykłe szybkie, czy górujące rozmiarem i masą mięśniową alfy, w pełnym słońcu widać na nich wszystko - zepsutą skórę, brud, zaschniętą krew, rany i to, jak się poruszają. I nadal wyglądają przerażająco, tak w dzień, jak i w nocy.

Kamera
Zdjęcia były jednym z powodów, dla których postanowiłem napisać tę recenzję (wbrew pozorom nie recenzuję wszystkiego, co oglądam i czytam). Odpowiada za nie Anthony Dod Mantle, z którym Danny Boyle często współpracuje. Jego zdjęcia znajdziesz w 127 godzin, T2: Trainspotting czy Slumdog. Milioner z ulicy. On też odpowiadał za 28 dni później. W 28 lat później znowu sięgnął po niekonwencjonalne metody. Film został nakręcony iPhone'em, a żeby być bardziej dokładnym - rigiem złożonym z iPhone'a, stabilizatorów i optyki. Tak samo sceny bullet time powstały za pomocą wielu iPhone'ów ustawionych w półokrąg. Poza tym ujęcia z dronów i wszystko w bardzo szerokim kadrze. Ten film jest jednak przeciwieństwem 28 dni później. Tam ujęcia były brudne, przypominające dokument, tutaj dostajemy szerokie i wypieszczone plany. Znów metody niekonwencjonalne, ale efekt zgoła inny. Podobnie działa szeroki kadr. Nie ma w nim gdzie schować potwora - zamiast wyskakiwania zza rogu dostajesz zarażonego, którego widzisz na długo, zanim do ciebie dobiegnie.

Akcja
No dobra, to teraz chyba pora wrócić do fabuły. 28 lat wcześniej w Wielkiej Brytanii z laboratorium uciekł wirus Rage. W kilka sekund po zainfekowaniu zamienia on człowieka we wściekłą, prawie bezmyślną bestię ogarniętą żądzą mordu, a przenosi się przez krew i ślinę. Wirus dostał się również do Europy kontynentalnej, ale został tam opanowany. Natomiast całe terytorium Wysp Brytyjskich zostało objęte kwarantanną i odcięte od świata. Jednak 28 lat to dużo czasu. Ocaleli przyzwyczaili się do życia w zagrożeniu i poczynają sobie coraz odważniej. Oprócz głównego motywu film nie jest silnie związany z poprzednimi częściami serii. Śledzimy w nim losy 12-letniego Spike'a (Alfie Williams), który próbuje pomóc swojej chorej matce (Jodie Comer).

Tematem filmu jest wejście w dorosłość, ale umieranie zajmuje w nim tyle samo miejsca. Spike uczy się od ojca (Aaron Taylor-Johnson), jak być łowcą, i bierze odpowiedzialność za matkę. Cała ich społeczność mieszka na Lindisfarne - małej wyspie, którą z lądem łączy tylko grobla odsłaniana przez odpływ. Każde wyjście po zapasy ma więc swój zegar: kilka godzin, zanim wróci woda. Uzbrojony w łuk Spike wyrusza z tego azylu na ląd, z matką u boku, aby szukać ratunku u tajemniczego i dziwacznego doktora Kelsona (Ralph Fiennes).

Krąży o nim opinia, że oszalał - mieszka sam pośrodku niczego, chodzi wysmarowany jodyną od stóp do głów i buduje wieżę z ludzkich czaszek. Fiennes gra go zupełnie inaczej, niż się spodziewasz. Niesamowita rola. Sama świątynia kości też jest zupełnie nie tym, czym się wydaje. Fabuła filmu jest generalnie dość prosta, ale jej ciężar jest spory. Naprawdę nie chcę zdradzać ci szczegółów, dlatego powiem tylko, że jest tu jedna scena, po której zrozumiesz mój żart o Rodzie Smoka na dole tekstu, i druga, przy której zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Ale wszystko jest też dobrze wyważone i zagrane w wiarygodny sposób. Mamy również "luźniejszy" akcent w postaci szwedzkiego żołnierza Erika.

Montaż
Do tej mieszanki zielonych plenerów, szerokich ujęć i atmosfery strachu dochodzi jeszcze jeden element - montaż Jona Harrisa, nominowanego do Oscara za 127 godzin. Sceny akcji i podróży są szarpane, pocięte i poprzedzielane ujęciami angielskich łuczników z Henryka V (ekranizacji Laurence'a Oliviera z 1944 roku) oraz scenami maszerujących żołnierzy z kronik wojennych. Na początku, podczas inicjacyjnej wyprawy Spike'a, słyszymy też archiwalną recytację wiersza "Boots" Rudyarda Kiplinga (w wykonaniu Taylora Holmesa z 1915 roku). To wszystko, razem z oszczędnie dawkowaną muzyką Young Fathers, tworzy atmosferę, jakiej w kinie grozy nie widziałem. Od pierwszych scen wiedziałem, że to nie będzie zwykły horror o zombie.

Cięcie
Dla mnie 28 lat później było świetnym seansem, ale ze względu na gatunek to może nie być film dla każdego. Myślę, że spodoba ci się, jeśli:
- Widziałeś i lubisz poprzednie części.
- Szukasz w horrorach czegoś świeżego.
- Lubisz Lorda Voldemorta... o przepraszam, Ralpha Fiennesa.
Unikaj, jeśli:
- Brzydzą cię krew i flaki oraz duża dawka przemocy.
- Odpadłeś od Rodu Smoka po pierwszym odcinku (kto wie, ten wie).
- Słabo reagujesz na szybkie, migające ujęcia.
Ciekawa, choć prosta historia, z postaciami, którym kibicujesz, połączona z szarpanym montażem i zdjęciami, przy których łapiesz się na spoglądaniu na tło, stanowi coś, obok czego nie przejdziesz obojętnie. Główne wątki są domknięte, ale ostatnia scena urywa się tak, jakby ktoś krzyknął "cięcie" w środku zdania - i od razu zachęca do obejrzenia kolejnego filmu. Ja już planuję seans Świątyni kości, która czeka na HBO Max.
Tytuł oryginalny: 28 Years Later
Tytuł polski: 28 lat później
Gatunek: horror / thriller (postapokaliptyczne sci-fi)
Reżyseria: Danny Boyle
Scenariusz: Alex Garland
Zdjęcia: Anthony Dod Mantle
Montaż: Jon Harris
Muzyka: Young Fathers
Obsada: Jodie Comer, Aaron Taylor-Johnson, Alfie Williams, Ralph Fiennes, Jack O'Connell, Edvin Ryding, Chi Lewis-Parry, Christopher Fulford
Czas trwania: 115 minut
Produkcja: Wielka Brytania / USA
Dystrybucja w Polsce: United International Pictures
Premiera kinowa (Polska): 20 czerwca 2025

